piątek, 5 lipca 2013

Odcinek17

-czego ode mnie chcesz?-spytałam 
-dowiesz się kochana,widzę,że zapomniałaś o mnie-powiedział,a jego głos brzmiał groźnie,moje serce waliło,wiedziałam,że to dopiero początek moich problemów,w mojej głowie miałam z tysiąc różnych myśli na raz,skąd ja znam tego faceta?,to pierwsze,a po drugie,czego on ode mnie chce?!

-nie rozumiem,ja ciebie w ogóle nie znam,więc czego ode mnie chcesz?-spytałam,a na moim czole można było zobaczyć,zbierający się pot,a w oczach przerażenie,mężczyzna podszedł do mnie,złapał dłońmi moją twarz
-kochanie,mówię ci,że zapomniałaś,ale zaraz ci przypomnę-wtedy mężczyzna,wpił się w moje usta,zaczęłam się wyrywać,uderzając go z pięści w klatkę piersiową,szybko odsunęłam się od mężczyzny i spoliczkowałam mężczyznę,ale to był błąd,chłopak przegryzł wargę i tłumił w sobie złość 
-po pierwsze,nie mów do mnie kochanie!,po drugie nigdy mnie nie całuj!,a po trzecie zrozum,że cie nie znam i daj mi spokój!-krzyknęłam
-a kojarzysz imię,Kevin ?!-spytał obojętnie,zaczęłam myśleć i przypomniało mi się coś,kiedy byłam z przyjaciółmi w tym klubie na imprezie,koleś bajerował mnie i nazywał się Kevin,Justin wtedy dał mu w twarz
-to ty?!-spytałam przerażona
-a kto inny-uśmiechnął się cwanie,zrobił krok do przodu,a ja szłam tyłem oddalając się od chłopaka,bałam się,pamiętam co wtedy on powiedział na tej imprezie,że Justin pożałuje tego-dlaczego uciekasz,dogadamy się skarbie,będziesz robiła to co ci każe,a nikomu nie stanie się krzywda-powiedział i złapał moją rękę,mocno przyciągając do siebie
-puszczaj mnie!-krzyknęłam,chcąc się wyrwać-nie będę robić tego co mi każesz,nic ci nie zrobiłam-powiedziałam,próbowałam się wyrwać,ale to bezsensu,był silniejszy ode mnie
-wiem,że nic mi nie zrobiłaś,ale twój chłoptaś tak,a tak w ogóle szaleje za tobą,jesteś boginią-powiedział i zmierzył mnie od góry do dołu
-cholera!,co mnie to obchodzi,nie chcę mieć z tobą nic wspólnego-powiedziałam szybko,byłam przerażona,nie wiedziałam co teraz będzie,co on zamierza,boje się
-uwierz,że będziesz chciała mieć-powiedział
-co masz na myśli?-spytałam z przerażeniem w oczach
-mówiłem już będziesz robiła to co ja będę ci kazał,a jeśli coś piśniesz słówkiem to obiecuję,że zabiję twojego chłopaka i również twoją mamę i braciszka-powiedział,a po mnie przeszły dreszcze strachu,moje serce,złapałam się za nie i ręką trzymałam je-cii.... spokojnie,nic im się nie stanie,jeśli będziesz posłuszna-przerażona spojrzałam na niego
-dobrze,ale co mam robić?-spytałam nie pewnie,na jego twarzy pojawił się cwany uśmieszek,co jeszcze bardziej mnie przeraziło 
-po pierwsze jeśli będę kazał ci przyjechać do mnie,to masz od razu pakować się i jechać,nie obchodzi mnie z kim i gdzie jesteś-powiedział stanowczo 
-po co do ciebie?-spytałam zdenerwowana 
-tego dowiesz się kiedy ciebie wezwę-powiedział-w każdą noc masz spać u mnie-powiedział,mocniej przeciskając moja rękę,tak,aż się wygięłam 
-w nocy ?!,chyba coś cie boli!-krzyknęłam-chodzę do szkoły!-powiedziałam,mając nadzieję,że odpuści 
-a co mnie to obchodzi,jeśli nie zrobisz tego co ci każę to zabiję twoich ukochanych-powiedział,wyciągnął z kieszeni kartę i podał mi ją-to mój numer,zadzwoń teraz,chcę mieć od razu twój-powiedział,a ja zrobiłam jak kazał,czuję się jak pies na smyczy,nic nie mogę zrobić,obiecałam Justinowi,że wolne dni,śpię u niego,chcieliśmy razem zamieszkać kiedyś,żeby zobaczyć jak będzie nam się żyło,a teraz to wszystko się skończy bo Justin,,bo  dowie się,że służę temu typowi,co ja mam zrobić
-okej,wezwę cię,niedługo bądź gotowa-powiedział i odszedł,wyszłam z klubu,wsiadłam do samochodu Justina i odjechałam,co ja mam teraz zrobić?,jak mam się tłumaczyć,jeśli będzie kazał mi przyjechać,a w tej chwili będę z Justinem?!,po 30 minutach podjechałam,pod dom Justina,weszłam do domu i poczułam czyjeś dłonie na mojej tali,gwałtownie odwróciłam się
-hej-powiedziałam le  lekko się uśmiechając,szatyn spojrzał na mnie,dziwnie się przyglądając 
-coś się stało?,zbladłaś-powiedział mocno mnie przytulając,odsunęłam się od niego i spojrzałam,w te czekoladowe oczy 
-kotek,jednak nie mogę mieszkać u ciebie w weekendy-powiedziałam szybko
-to nic nie szkodzi,przecież mogę się spytać twojej mamy,czy będziesz mogła czasami zostać u mnie,ona na pewno się zgodzi-odrzekł,miał rację,moja mama by się zgodziła,ale tak w ogóle to pozwoliła mi mieszkać w weekendy u Justina
-ale ja nie chce!-krzyknęłam
-dlaczego ?-spytał,,przecież sama wama mówiłaś,że podoba ci się ten pomysł -zaczął mówić,,,nie wiem sama co mam już wymyślać ,cały czas muszę kłamać 
-bo......jednak nie czuję się gotowa,,na wspólne mieszkanie-powiedziałam,,a szatyn posmutniał na twarzy,było mi tak  ciężko,okłamywać go,czyczy ja mam jakiegoś pecha? ? 


Przepraszam,że tak rzadko dodaje rozdziały,ale teraz postaram się dodawać częściej :)

KOMENTUJCIE !!!!CIE